2009

11.03.2009

Kulisy sukcesu Ireny Staniek – zwyciężczyni jednej z edycji programu telewizyjnego TVN, pt. Droga do Gwiazd.

  • Kiedy spoglądam z dystansem w przeszłość ogarnia mnie szczery śmiech.

  Opublikowano na łamach różnych czasopism wiele artykułów na temat Ireny Staniek. Postanowiłem napisać inny, taki jakiego jeszcze nie było. Nie było, może dlatego, że nikt nie chciałby narażać się, kierując krytyczne uwagi pod adresem tak potężnych sił jakie stanowią Grupa ITI, czy Sonymusic Polska? A  z pewnością dlatego, że nikt nie był tak blisko tamtych wydarzeń jak ja - syn Ireny Staniek. Owszem, byłem świadkiem rozmów, zdarzeń, a także pewnych incydentów, które będę w niniejszym artykule nazywał „nieporozumieniami”. Minęło osiem lat od czasu tego wielkiego zamieszania wokół edycji programu Droga do Gwiazd, od wydania pierwszej płyty „Jestem szczęśliwa”, rok później drugiej , czyli „Zimową porą”, wreszcie minęło tyleż właśnie lat od czasu wielkich emocji, nadziei i obietnic. Dziś patrzę z dystansem na te dni i już tylko śmieję się, kiedy przypominam sobie to całe zamieszanie. Odnośnie wspomnianych obietnic, to pojawiali się wówczas różni „wysłannicy” firmy Sonymusic Polska, przedstawiający się zawsze jako „nowi menadżerowie”, którzy to „od teraz będą zajmować się koncertami, licznymi zleceniami na dużą skalę i – oczywiście - za duże pieniądze…”. Niektórzy z nich „pojawiali się” tylko przez telefon, udzielając „dobrych rad”, tak jak, na przykład jeden taki "egzemplarz", który mówił mamie co ma zrobić, kiedy na łamach Wysokich Obcasów w lutym 2002 roku pojawił się wyjątkowo niesmaczny artykuł, który w swej złośliwości stanowił absolutny wyjątek, jeśli chodzi o publikacje prasowe na temat Ireny Staniek, jakie ukazywały się wówczas, i jakie ukazują się po dziś dzień na temat śpiewaczki.

  • Komentarze zakompleksionej Domańskiej świadczą jedynie o Domańskiej. I nikim więcej!

  Artykuł autorstwa pani Katarzyny Surmiak-Domańskiej, którego głęboko zakompleksiona autorka próbowała ośmieszyć w oczach odbiorców artystkę, zwracając uwagę czytelników na jej pochodzenie społeczne, brak wykształcenia muzycznego, czy też – jak się raczyła wyrazić –  „wylewającą się z jej ust ciężką gwarę kopalnianą” (czyt. śląska gwara), którą rzekomo miała się posługiwać Irena Staniek w sytuacjach oficjalnych. To kłamstwo, by nie rzec - brednie. Irena Staniek występowała w programach telewizyjnych i potrafiła posługiwać się językiem ogólnonarodowym od samego początku swojej kariery w TVN. Pomijam już kwestię, że gwara, to cenny i zanikający element kultury każdego regionu. Warto podkreślić, że tego typu określenia, jak „gwara kopalniana” świadczą jedynie o osobie, która się nimi posługuje… A zatem o tzw. dziennikarce Katarzynie Surmiak - Domańskiej. Celowo napisałem "tzw.", ponieważ  wyżej wymienione określenie, jak i większa część artykułu pt. "Biust musi być większy od tyłka" (czy jak go tam "oryginalnie" nazwała....) jest zachowaniem niegodnym dziennikarza normalnej gazety. No, powiedzmy, że do "dziennikarza" Faktu to pasuje - jak ulał!  Ale nie do dziennikarza Gazety Wyborczej! I to mają być Wysokie Obcasy?  Wysokie??? Wysokie Obcasy - wysoka kultura! A  sama Domańska kulturalna nie jest. Zresztą to był typowy zabieg manipulacyjny. Domańska nie ujawnia pytań, które zadawała podczas wywiadu, lecz swoje komentarze, odczucia i ośmieszające ją samą oceny, dotyczące szczerych, zwykłych i prawdziwych  wypowiedzi Ireny Staniek. Tak właśnie wypowiedzi artystki były odebrane przez miażdżącą większość czytelników! Ale coż... Komentarze Domańskiej świadczą tylko o Domańskiej! I nikim więcej!

  • Odwiedziny Komisarza Kota z "Posterunku 13-go".

  Jednakże, wracając do zabawnej (przynajmniej z mojego punktu widzenia) działalności tzw. „menadżerów – wysłanników” firmy Sonymusic, to pamiętam wizytę dwóch takich „posłów”. Jeden z nich był nawet aktorem i odtwórcą jednej z ról w popularnym niegdyś serialu komediowym pt. Posterunek 13. To był, jakże zabawny serialowy  Komisarz  Kot, który utrudniał życie Cezaremu Pazurze, wpadając co chwila z kontrolą jako funkcjonariusz  Wydziału Wewnętrznego.  Wizyta tego aktora i... menadżera Ireny Staniek trwała pół godziny i na tym się owo "menadżerstwo" skończyło - nigdy więcej się nie odezwał (szkoda, bo zabawny z niego gość i nie tylko w serialu, ale w ogóle). Ale może dość już o tych „wysłannikach” firmy Sonymusic, ponieważ  nie bardzo jest o czym pisać. Temat się wyczerpał w kilku zaledwie zdaniach...

  • Nigdy nie zdecydowałbym się na karierę artysty, ze względu na "wampirzasty", cuchnący stęchłą pazernością charakter tego środowiska. 

  Sądzę, że warto przejść do tematu środowiskowego - do ludzi skupionych wokół tzw. show biznesu. Ze względu na możliwość zarzutów oczerniania, czy szkodzenia wizerunkowi jakiejś firmy nie mogę wdawać się w szczegóły. Kiedy piszę o tym środowisku, to nie mam na myśli wszystkich osób, z którymi miałem do czynienia. Poznałem naprawdę uczciwych i porządnych ludzi jak np. ówczesny dyrektor artystyczny Sonymusic Polska, pan Piotr Mikołajczak. Jednak wśród tych ludzi, z którymi miałem styczność poznałem również zwykłych krwiopijców, którzy zdolni są do rzeczy naprawdę podłych, gdy tylko wyczują naiwność. Tak było w przypadku Ireny Staniek. Byłem świadkiem próby – łagodnie rzecz ujmując - manipulacji poprzez wykorzystanie jej braku wiedzy z zakresu umów prawnych. Na szczęście byłem obok podczas rozmowy telefonicznej na temat właśnie kwestii prawnych, dotyczących zawartej umowy z firmą Sonymusic, więc podpowiedziałem mamie, co ma mówić (w przeciwieństwie do niej byłem zaznajomiony z umową bardzo dobrze), a gdy to zrobiła, osoba po drugiej stronie telefonu rozłączyła się, udając awarię sieci… Ten ktoś nigdy więcej tego tematu nie poruszył, choć problem był nadal przez jakiś czas. Jednak, jak sądzę była to inicjatywa prywatna i nie wierzę, aby tak duża firma brała w tym udział. Tak, czy tak owo „nieporozumienie” zostało rozwiązane za sprawą wyżej wspomnianych uczciwych ludzi. Dla mnie osobiście z tych obserwacji wynika jedno głębokie przekonanie, że nawet gdybym posiadał taki talent muzyczny jak mama, czy też kilka razy większy, to nie zdecydowałbym się na karierę artysty właśnie ze względu na „wampirzasty” charakter tego środowiska.

  • To prawda, że jej losy przypominają bajkę o kopciuszku.

   Aby jednak artykuł był sprawiedliwy należy wspomnieć o niewątpliwych i bezcennych korzyściach, jakie przyniósł laur programu Droga do Gwiazd. Niewątpliwie Irena Staniek przeżyła wiele niezapomnianych, pozytywnych chwil podczas współpracy przy nagrywaniu płyty z Sonymusic. Brała udział w profesjonalnych sesjach zdjęciowych. Stała się bardziej odważna przed kamerą, po tym jak została zaproszona so udziału w kilku programach telewizyjnych, których początkowo bardzo się bała. Także czasie występów wokalnych świetnie sobie radzi ze stresem. Ale nade wszystko, od tamtej pory jej życie zaczęło się na nowo. Jest rozpoznawana przez ludzi do dziś, poznała wspaniałe osoby, z którymi współpracuje przy organizacji występów. Często koncertuje w różnych miejscach, klubach, na imprezach plenerowych w różnych miastach Polski, a nawet i Niemiec – wystąpiła na corocznym festiwalu w Kolonii. Jej życie nabrało prawdziwego smaku i wypełniło się pasją – śpiewem. Rozbłysło prawdziwym ogniem, który iskrzył się już od dzieciństwa. I tutaj, zgadzam z tym, co było często podkreślane w publikacjach prasowych – jej historia przypomina nieco bajkę o kopciuszku.
Krzysztof Staniek

 

2008

Tygodnik Płocki: Ireny Staniek droga do sukcesu - Jak światłem zasiał

Wydawało się już – ba, miewało się wręcz pewność - że telewizja to potężna, lecz uparcie mroczna siła, która z nieubłaganym determinizmem służy lansowaniu jedynie zjawisk w rodzaju rozmaitych Big Brotherów czy Lepperów. Ale niespodziewana popularność, jaką osiągnęła dzięki niej Irena Staniek, bohaterka programu ˝Droga do gwiazd˝, wydaje się poważnie zachwiewać tą jakże poręczną, apokaliptyczną teorią. Nieznośna niejednoznaczność coraz większej ilości otaczających nas zjawisk – w mediach osiągająca stan pleniącego się chaosu informacyjnego, zaś w sztuce zawzięcie postmodernistycznego splątania kierunków i pomieszania wartości - słusznie irytuje zwolenników prostych i przejrzystych teorii funkcjonowania świata. Pomimo licznych apeli, rzeczywistość ciągle jeszcze nie jest zakazana, więc pozostaje nam albo przepisać się gdzie indziej (alternatywne, wirtualne krainy fantazji i marzeń czekają z otwartymi ramionami), albo próbować jakoś pojąć, ogarnąć świat nie taki, jaki sobie wymyślamy, ale taki, jaki jest. Co nie znaczy, że zaakceptować. Tym bowiem różnimy się od innych zamieszkujących tę planetę gatunków, że lubimy mieć do wyboru. Że równie chętnie mówimy ˝tak˝, jak i ˝nie˝. Że stać nas na wyniosłe, chłodne milczenie i na żarliwy niczym modlitwa śpiew. Wprowadzanie do naszych mieszkań, sadzanie przy domowych ogniskach, przy zastawionych wieczerzą stołach bohaterów seriali, gwiazd reality show czy parlamentarnych mówców wydaje się ze strony telewizji wystarczającym nietaktem, by ostatecznie zerwać stosunki i radykalnym gestem wyjąć wtyczkę z gniazdka. Cóż jednak czynić, kiedy za chwilę pojawia się na ekranie Adam Małysz albo Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy pod dyrekcją Jurka Owsiaka? Jak uporać się z faktem, że głos triumfatorki popularnej ˝Drogi do gwiazd˝, choć ani nie profesjonalnie kształcony, ani nie obwożony po największych filharmoniach świata, naprawdę brzmi jak światłem zasiał? Stomatologia i koloratura Chyba w żaden inny sposób, bez udziału równie masowego środka przekazu, taka historia, taki sukces, taki łaskawy kaprys losu nie byłby możliwy. Oto zwykła czterdziestoparoletnia mieszkanka Katowic, jak Pan Bóg przykazał matka dzieciom i żona mężowi, z zawodu optyk, a później pomoc stomatologiczna, okazuje się posiadaczką sopranu koloraturowego o fascynującej, głębokiej barwie i nagrywa płytę dla koncernu Sony Music, która sprzedaje się w ponad piętnastotysięcznym nakładzie. Koleje życia Ireny Staniek to przekonujący dowód na to, że lepiej późno niż wcale. I że tak naprawdę nigdy nie ma ˝późno˝, kiedy zaczyna się nowe życie. A na początku wszystko było bardzo po staremu. Ubogie dzieciństwo w jednej z dzielnic Katowic, wczesna śmierć ojca, nie rozumiejący potrzeb dziewczynki ojczym. I żadnych szans na rozwijanie muzycznych uzdolnień. Tak naprawdę to nikt ich nawet nie zauważył. Potem, po rozpoczęciu dorosłego życia i założeniu własnej rodziny, pod względem materialnym zrobiło się już lepiej, ale obowiązki żony i matki, przy jednoczesnej pracy zawodowej, skutecznie tłumiły ukryty talent. Sama jego właścicielka, owszem, żywiła co do siebie i swego gardła jakieś niejasne podejrzenia, ale pełne spraw i zajęć codzienne życie nie pozwalało ich sprawdzić. Tak jakby całe lata nosiła za pazuchą gruby plik banknotów, ale przez cały czas miała zbyt zajęte ręce, by grzebać po kieszeniach. Pierwsza zmiana w życiu Ireny Staniek nastąpiła, kiedy za namową telewizyjnej dziennikarki, która regularnie odwiedzała dentystyczny gabinet, zapisała się do lokalnego chóru. Sytuacja finansowa rodziny poprawiła się wtedy na tyle, że mogła zrezygnować z pracy, zająć się domem i mieć więcej czasu dla siebie. A czas ten zaczęła w całości poświęcać śpiewaniu. W chórze poznała podstawowy repertuar muzyki klasycznej, zaś niedługo miała okazję zaprezentować się publicznie. Stało się to w Filharmonii Śląskiej podczas uroczystych obchodów dwudziestolecia pontyfikatu Jana Pawła II, a więc przy pełnej, w dodatku złożonej w dużej części z kościelnych dostojników i wysokich urzędników państwowych, widowni. Jej występ został przyjęty z ogromnym entuzjazmem, wielka sala Filharmonii huczała od braw. Ale chwila szczęścia została zmącona kroplą goryczy: skoro posiadała całe życie tak niezwykły talent, to czemu przez tyle lat nie zrobiła z nim nic. Jednak zrobić coś z talentem w ogóle - a w wieku, kiedy wszystkie życiowe karty wydają się rozdane, a podarki od losu rozdzielone, już szczególnie – okazuje się sprawą niełatwą. Nastąpiło jeszcze kilka pojedynczych występów na lokalnych imprezach, wyjazd do Paryża na zaproszenie znajomej Francuzki i krótki recital w jednym z tamtejszych kościołów, nieodmiennie entuzjastyczne reakcje publiczności, ale wszystko to były zaledwie półamatorskie próby, bez perspektyw kontynuacji, bez nawiązania żadnych zawodowych kontaktów, całkiem bez echa – mimo że głos pani Ireny potrafił wspiąć się aż tak wysoko i wybrzmiewać w powietrzu aż tak długo. Na szczęście nie jest za późno Znowu minęło parę monotonnych, bezbarwnych lat, aż w życiu Ireny Staniek pojawiła się telewizja. A dokładnie program ˝Droga do gwiazd˝, do którego eliminacje odbywały się w Katowicach. No i zaczęło się na dobre: błyskawicznie pokonane eliminacje, brawurowe wykonanie na oczach widzów z całej Polski piosenki ˝Time I Said Goodbye˝ z repertuaru Andrei Bocellego, zachwyt jurorów, w tym Ewy Bem i Włodzimierza Korcza, spontaniczny wybuch radości prowadzącego program Zbigniewa Wodeckiego, a potem rosnąca popularność i propozycja od Sony wydania płyty, która w okresie Świąt weszła na szczyty bestsellerów, dystansując rockowe i dyskotekowe przeboje. Zestaw nagrań na albumie, zatytułowanym równie bezpretensjonalnie, co niewątpliwie szczerze ˝Jestem szczęśliwa˝, skompletowany został wyraźnie z myślą o telewizyjnych wielbicielach wokalistki. Balansuje on zgrabnie między popularną klasyką a klasycznym popem. Z jednej strony mamy więc lekkostrawnie zaaranżowane wersje ˝Summertime˝ George´a Gershwina, ˝Adagia g-moll˝ Thomaso Albinoniego czy – powtarzanego na tego typu płytach z jakimś maniackim uporem - ˝Ave Maria˝ J.S. Bacha w wersji Charlesa Gounoda, z drugiej zaś takie standardy, jak ˝Power Of Love˝ śpiewane kiedyś przez Jennifer Rush, ˝Ever Forever˝ Demisa Roussosa albo polska wersja ˝Przetańczyć całą noc˝ z musicalu ˝My Fair Lady˝. Do tego dodano dwa akcenty czysto polskie: utwór ˝Człowieczy los˝ z repertuaru Anny German˝ i kolędę ˝Lulajże Jezuniu˝ oraz, oczywiście, główną przyczynę powstania albumu i całego zamieszania wokół Ireny Staniek, czyli ˝Time I Said Goodbye˝ Bocellego. A całe zamieszanie narobiło się za sprawą telewizji, która, jak się okazuje; potrafi wylansować nie tylko dławiących się własną arogancją polityków i ciągnących za sobą duszną atmosferę żenady gwiazdorów rozrywki, ale także dać szansę ukrytym pośród nas ludziom, o których autentycznych talentach w inny sposób byśmy się nie dowiedzieli, a oni sami by ich nie spożytkowali. Dać szansę wcale nie na sukces, tylko po prostu na szczęście. Bo na nie – jeżeli w końcu przychodzi - nigdy nie jest za późno.

Maciej Woźniak
*Za płyty i życzliwość podziękowania dla Stoiska Muzycznego ˝Swing˝ w Domu Handlowym TSS na I piętrze

 

Katarzyna Surmiak - Domańska
Wysokie obcasy
 

Jak zmieniło się ich życie po publikacji
w „Wysokich obcasach”, opowiadają:
Nina Andrycz, Anna Łojewska, Maria Peszek, Irena Staniek i Kazimiera Szczuka

Była przed pięćdziesiątką, kiedy dyrygentka katowickiego chóru Ogniwo odkryła, że Irena Staniek – śląska pani domu, a z zawodu optyk i asystent stomatologiczny – posiada czterooktawowy głos, w dodatku sopran koloraturowy. Taki głos jest jak diament. Żeby mógł jaśnieć w pełni ktoś musi go najpierw oszlifować. Na szlifowanie talentu Ireny Staniek było już jednak za późno. Największym jej sukcesem było wygranie w 2001 r. programu TVN dla śpiewaków amatorów „Droga do gwiazd”. Kiedy pisałam o niej reportaż w 2002 r., była właśnie po wydaniu płyty „Jestem szczęśliwa”. - Po artykule w „WO” były różne reakcje. Niektórym si ę podobało, szczerze opowiadałam o sobie. Inni się dziwili: po co się wywnętrzała. Kiedy fotograf robił mi zdjęcie do artykułu w gronie koleżanek z chóru Ogniwo, panie, które zwykle stawiały mnie w dalszych rzędach, wyciągnęły mnie do pierwszego, obstąpiły i każda chciała się fotografować ze mną. Kiedy wybrałam swoją najlepszą koleżankę, reszta się obraziła. Atmosfera robiła się nie do zniesienia. Wygrana w TVN, płyta, zdjęcia w prasie… Odeszłam z chóru. Mam żal, byłam z nimi 14 lat, a one nie zaprosiły mnie na jubileusz. Druga płyta z kolędami, „Zimową porą” też sprzedała się nie najgorzej. – Najpiękniejszą kolędę skomponował dla mnie Piotr Rubik, a słowa napisała Katarzyna Klich – opowiada Irena. Koncertuje w domach kultury, w klubach seniora i w sanatoriach. Była też gwiazdą klubu Ignis w kolonii. Na Śląsku piszą o niej „polska Maria Callas”. A po koncercie w hotelu Marriott, zorganizowanym w 2003 r. przez Jolantę Kwaśniewską, sam Jan Nowak – Jeziorański podszedł i powiedział do niej: „No, to mamy nową Violettę Villas”. Śpiewa w pięciu językach repertuar od klasyki po pop. Obcych tekstów uczy się fonetycznie. - Dwa lata temu wystąpiłam w programie „Rozmowy w toku” pt. „Kobiety po czterdziestce” – opowiada. – Obok mnie wystąpiła pani, która chciała skakać z mostu, pani która miała żonatego kochanka i starsza osoba, która mimo wieku studiowała. Poszłam tylko dlatego, że obiecano mi, że na koniec będę mogła zaśpiewać. Ale okazało się, że mój śpiew wycięto. To była wielka przykrość. Irena zapewnia jednak, że jest szczęśliwa jak wtedy, gdy stała na szczycie kariery. Pozdrawia fanów. I marzy, by móc jeszcze kiedyś zaśpiewać dla nich w telewizji.






DAGMARA BEDNAREK
Głos piekarski
 

Polska Maria Callas w Piekarach Ślaskich

Już po raz drugi, specjalnie dla piekarskiej publiczności wystąpiła Irena Staniek. Artystka, której piekarzanom nie trzeba szczególnie przedstawiać tym razem wystapiła na scenie piekarskiego MDK-u z programem "Melodie znane i lubiane".Pięknymi ariami i naturalnym sopranem koloraturowym po prostu czarowała. Swoim optymizmem i radością w czasie śpiewu wprost zarażała. Schodziła wielokrotnie do publiczności, łamiąc tym samym sztywne ramy muzyki klasycznej. Tego dnia za fortepianem zasiadła Inga Madej, która prowadząc jednocześnie recital opowiadała ciekawe anegdoty z bibliografii Gwiazdy Wieczoru - Paryżanie słysząc jak śpiewa Irena stwierdzili, ze to polska Maria Callas -opowiadała. I rzeczywiście, kazdy kto choć raz był na koncercie Ireny Staniek nie zaprzeczy temu z pewnością. W repertuarze tego muzycznego wydarzenia nie mogło zabrknąć utworu "Time to say goodbye" z repertuaru Andrei Bocellego. To właśnie tą piosenką wygrała znany program "Droga do Gwiazd" i zdobyła olbrzymią popularność. Dzięki niej artystka została odkryta, może dosyź pózno, ale na wielkie szczęście dla nas i polskiego rynku muzycznego.






2006

 

Dziewanna Kusińska
dziennikarka miesięcznika publicystyczno-społecznego „Południk 18*47”
 

Niezapomniane arie - koncert w MDK w Skoczowie

28 października MDK przygotował niemałą gratkę dla każdego prawdziwego miłośnika muzyki: tego wieczoru odbył się bowiem koncert „Niezapomniane arie”, podczas którego mogliśmy wysłuchać wielu utworów w wykonaniu Ireny Staniek, zwyciężczyni „Drogi do Gwiazd” przy akompaniamencie Ingi Madej.

Niesamowity głos pani Staniek (sopran koloraturowy) zabrał słuchaczy w niezwykłą podróż; odwiedziliśmy więc słoneczną Italię, gdzie swe opery tworzył Verdi, Paryż, a następnie Wiedeń, królestwo Straussa i jego operetek, by po chwili przenieść się na zupełnie inny kontynent, w inny świat: do USA, gdzie zaczęły powstawać musicale. Usłyszeliśmy więc m. in. utwór „Memory” z musicalu „Koty”, a także piosenkę z „West Side Story”. Po krótkiej przerwie znaleźliśmy się w Ameryce Południowej, ojczyźnie tanga, by następnie przenieść się z powrotem do Europy i wysłuchać pieśni zainspirowanej muzyką ludową. Na zakończenie pani Staniek, która właściwie przez cały czas krążyła pomiędzy słuchaczami, by być, jak mówiła, „bliżej serc”, zaśpiewała „Time to say goodbye”, „Tylko z tobą chcę oglądać świat” z repertuaru Z. Wodeckiego i „Żegnajcie przyjaciele”.

Nagrodzona ogromnymi brawami artystka, zanim zniknęła ze sceny, kilkakrotnie bisowała, potwierdzając tytuł koncertu: rzeczywiście był on niezapomniany!






 

Ernst Rudolf Bins - Kolonia - Niemcy

kierownik seminariów o tematyce: „Pozytywne myślenie”, „Trening autogeniczny”, „Trening mózgu”
Przez 30 lat uczestniczył w szkoleniach kadr dla banków w Niemczech.

 

26.11.2005 roku Irena Staniek koncertowała w Centrum Katolickim im. św. Rocha w Kolonii. Zaskoczyła gości swym młodzieńczym wyglądem. Pozytywnie oddziaływała na zgromadzonych poprzez umiejętność szybkiego nawiązywania kontaktu z publicznością. W ciągu godzinnego koncertu pokazała swoje możliwości interpretacyjne w szerokim repertuarze. Śpiewała muzykę sakralną, arie operowe, operetkowe, musicalowe i szlagiery muzyki popularnej.
Dzieła te wykonywała z lekkością w wielu językach.

Następnego dnia Pani Irena Staniek śpiewała w kościele św. Rocha w Kolonii podczas Mszy św.
Głos śpiewaczki rozchodzący się w murach świątyni wywarł wielkie wrażenie! Świąteczna atmosfera, piękno kantyleny wykonywanych utworów zostaną na długo w pamięci słuchaczy.

Uważam, że Pani Staniek ma możliwości stać się niezwykłą sopranistką oczekiwaną
przez publiczność w Niemczech.

(tłumaczył Norbert Magiera)






 

Ludwig Sebus - Kolonia - Niemcy

Pieśniarz ludowy, kompozytor i autor tekstów ponad 200 pieśni i piosenek.

 

Bajeczny głos z Polski

Gdy Irena Staniek śpiewała podczas świątecznego nabożeństwa w kościele p.w. św. Rocha oraz na pożegnalnej gali w Centrum Katolickim w Kolonii wszyscy byliśmy oczarowani jej genialnym głosem. Uwagę zwracała wielooktawowa skala jej głosu. Z równa przyjemnością słuchało się wysokich rejestrów jak i głębokich niskich tonów. Na wszystkich wrażenie zrobił szeroki repertuar: od pieśni sakralnych wykonywanych z odpowiednią mocą wyrazu aż po arie operowe, operetkowe i musicalowe zaśpiewane z niebywałym temperamentem. Pani Irena Staniek dała słuchaczom wyśmienity przykład swoich umiejętności wokalnych.

Życzymy sympatycznej śpiewaczce zdrowia i powodzenia w artystycznej karierze oraz aby publiczność zawsze przyjmowała ją tak entuzjastycznie, jak u nas - w Kolonii.

(tłumaczył Norbert Magiera)






 

2003

 

NEWSWEEK 10.08.2003 r., Piotr Bratkowski
 

Przemiana życiowa zaczyna się często bardzo skromnie, od jakiegoś hobby, pasji, zmiany w stylu życia. A kończy się na odkryciu swego prawdziwego, skrywanego przez lata przeznaczenia - mówi psycholog społeczny profesor Wojciech Łukowski.

To mocne słowa, ale potwierdzają je losy Ireny Staniek ze Śląska. Od dzieciństwa uwielbiała śpiewać, a jej przygodni słuchacze twierdzili, że ma dobry glos. Rodzice jednak zadecydowali, by dziewczyna zdobyła bardziej praktyczny zawód. Została optykiem, potem przez 20 lat pracowała jako pomoc stomatologiczna i śpiewała tylko dla znajomych.


 

Pod koniec lat dziewięćdziesiątych jedna z pacjentek doradziła jej, by zgłosiła się do chóru przy Filharmonii Śląskiej, mimo że nigdy nie szkoliła głosu. Staniek odważyła się. A potem odważyła się znowu: wystąpiła w telewizyjnej „Drodze do gwiazd”. I wygrała. Dziś utrzymuje się ze śpiewania, koncertuje, nagrała już dwie płyty.
- Metryka nie ma znaczenia, bo jeśli ma się pasję i talent, przyjdzie moment, w którym będzie można spełnić swoje marzenie - deklaruje śpiewaczka.






 

2002

 

Hotel Marriott - Warszawa - 28.10.2002 r.
 


 

Spotkanie z panią Jolantą Kwaśniewską po konferencji na temat AIDS w sali „Wawel” hotelu Marriott






 

ESKULAP 01.05.2002 r. - Jubileusz szpitala w bytomskiej Operze.
 

Owacjami na stojąco żegnała publiczność artystów, którzy swoimi występami uświetnili jubileusz czterdziestolecia Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 4 w Bytomiu. Uroczysty koncert odbył się z tej okazji w sobotę 11 maja w gmachu Bytomskiej Państwowej Opery Śląskiej. Publiczność zgromadzona tego wieczora w Operze bawiła się doskonale. Miała okazję posłuchać znanych utworów operetkowych w wykonaniu znakomitych solistów: Elżbiety Mazur, Juliusza Ursyna - Niemcewicza, Bogdana Kurowskiego, Ireny Staniek oraz orkiestry Bytomskiej Opery Śląskiej pod dyrekcją Tadeusza Serafina.



 

Goście nagrodzili gromkimi brawami występy Ireny Staniek która, by móc opuścić scenę, musiała kilkakrotnie bisować.



 

Sopran - Elżbieta Mazur, sopran koloraturowy - Irena Staniek, tenor - Julian Ursyn Niemcewicz , dyryguje Tadeusz Serafin.






 

WPROST 24.02.2002 r., Tomasz Raczek
 

Oto Irena Staniek, laureatka „Drogi do gwiazd” (TVN), śpiewająca koloraturowym sopranem pomoc dentystyczna ze Śląska, nagrała swoją pierwszą płytę w profesjonalnej wytwórni Sony. Krążek „Jestem szczęśliwa” zawiera covery światowych przebojów.

Wśród wielu innych płyt podarowałem go niedawno swojej mamie. Wkrótce usłyszałem: Wiesz, wszystkie mi się podobają, ale ja i moje przyjaciółki najbardziej lubimy tę fantastyczna śpiewaczkę z „Drogi do gwiazd”. Co za głos!

Irena Staniek już przygotowuje piosenki na kolejną płytę.


 





 

EXPRESS 09.02.2002 r., Bohdan Gadomski
 

10 grudnia ub. roku w polskich sklepach muzycznych pojawiła się płyta „Jestem szczęśliwa” ze standardami muzyki klasycznej i pop w wykonaniu wokalistki - amatorki Ireny Staniek. Jak się okazało, głos pani Ireny i sposób śpiewania tak podobają się Polakom, że wyprzedziła w sprzedaży w tym okresie nawet Kylie Minoque, Agnieszkę Chylińską i muzykę filmową z „Wiedźmina”.



 

 

Projekt i wykonanie giga-studio.pl